Samodyscyplina na treningu i w życiu

Na profilu znajomej w mediach społecznościowych tuż po cofnięciu lock downu pojawiło się zdjęcie prezentujące jej efekty pracy z ciałem w czasie, kiedy obowiązywało wiele zakazów zw. z uczestnictwem w przestrzeni społecznej. Napisała zaraz potem, że to ciało kobiety przed 50-tką. Wiele osób zapewne popatrzyło z zazdrością na wyrzeźbiony w czasie zamkniętych siłowni brzuch, ramiona, uda, pośladki. Tymczasem wspomniany efekt to pochodna wielu czynników, w tym samodyscypliny. Czym zatem jest samodyscyplina?

Kiedy pytam o skojarzenia związane z samodyscypliną to słyszę, że budzi ona raczej niechęć. Kojarzy się z wyrzeczeniami, trudem, mordęgą. Z nakazowym i zakazowym podejściem rodziców, nauczycieli, którzy chcieli poskramiać nieujarzmione dziecko/i. Z tłamszeniem, wymuszaniem, rezygnacją.

Tymczasem samodyscyplina to troska o siebie i takie działania, które z miłości i szacunku do siebie (i/lub innych) podejmowane są w kierunku uzyskania większej gratyfikacji. 

Pamiętam opis sytuacji w jednej z moich ulubionych książek, kiedy pracownik przez 8 godzin straszliwie męczył się w pracy, bo odwlekał w czasie wykonanie nielubianej czynności przez cały dzień, zamiast wykonać ją w pierwszej godzinie po przyjściu, aby kolejne 7, no może 6 mieć całkiem znośne. Bo nie wypracował w sobie samodyscypliny. To bardzo ważna umiejętność w naszym życiu, jeśli chcemy coś osiągać. To umiejętność, którą da się wypracować, ale nie jest dana raz na zawsze. 

Wolimy unikać dyskomfortu, podejmując różne zabiegi, aby go zminimalizować, zneutralizować, odroczyć w czasie zmierzenie się z czymś trudnym (z czym i tak musimy się zmierzyć). Tymczasem napięcie związane z trudnym zadaniem towarzyszy nam do momentu konfrontacji/wykonania zadania, odbierając energię jak wampir. Zamiast cieszyć się wolnością 6 godzin wspomniany pracownik cierpiał przez 8 i z każdym kolejnym dniem coraz niechętnej przychodził do pracy.

Możemy zjeść ciastko, kiedy tylko nam się zachce, zbierając kolejne bezużyteczne kalorie, albo odroczyć gratyfikację w czasie dla większego zadowolenia – z siebie, swojej sylwetki, ciała, zdrowia, kondycji. Możemy oglądać kolejny odcinek serialu na Netflixie, zamiast wyjść na trening, pobiegać, czy choćby oglądając ten serial, wykonać jakiś trening.

Nic się samo nie zrobi. Problemy same nie znikną, rzeźba sama się nie zrobi, waga sama się nie straci, nie nauczę się śpiewać tylko dlatego, że chcę, jeśli w ślad za tym nie pójdą konkretne działania. 

Anna Kobierska, trenerka rozwoju osobistego, specjalistka psychoterapii uzależnień, psychoterapeutka w trakcie szkolenia. 

Gabibet psychoterapii i terapii uzależnień anna Kobierska.